Zdrada
Bywa, że człowiek zdradzi ze słabości, okazując się bezsilnym
wobec przemożnego uwiedzenia. Przemożnej, biorącej we władanie siły – a w porę
nie zawoła o ratunek.
Bywa, że człowiek zdradzi ze strachu, z przemożnego lęku,
który blokuje myśl, poraża wolę, sprawia, że człowiek zdradza czasem jakby
mimowolnie, nim zorientuje się – już zdradził, już powiedział, już podpisał...
Człowiek – bywa – zdradza w wyniku przebiegłej perswazji,
przekonującego odmalowania próżności oporu. Ulegając przekonaniu, że sytuacja
jest beznadziejna. A i – być może – jego racja nie jest tak oczywista i pewna,
jak mu się – zdawało.
Człowiek może nie wytrzymać tortur. Albo samej ich
perspektywy.
Bywa, że człowiek zdradzi – zaszantażowany, bojąc się o życie, czy o los swojej rodziny. Bojąc się o los przyjaciela, towarzysza.
Lub bojąc się ujawnienia jakiejś bolesnej prawdy o sobie, a
więc kompromitacji, pozbawienia godności, zeszmacenia – zdradzi.
Człowiek może też zdradzić dla pieniędzy, dla zysku, dla
władzy czy innej korzyści. I tu już schodzimy do niższych rejestrów.
Jak owym ludziom złamanym przemocą współczujemy z powodu
cierpienia którego doznają, z powodu moralnej rany, jątrzącego bólu, tak w
przypadku zdrady dla zysku, zdrady z pobudek niskich, raczej tego rodzaju
współczucia już nie odczuwamy.
Ale jest jeszcze zdrada zawodowych kłamców. Na przykład tych
którzy w mediach, dzień po dniu, dobrowolnie i z chęci – dla sutego przychodu i
dla pasienia ego – latami łżą, żyją zdradą, zdradzając miliony ludzi, wobec
których przyjęli zobowiązanie dostarczania informacji, uprzedzania przed
zagrożeniami, szukania rozwiązań i wyratowania. Wobec których przyjęli
zobowiązanie budowania, zobowiązanie troszczenia się o wspólny dom – to znaczy
przecież także o podstawowe bezpieczeństwo, o zdrowie, o jedzenie, o nasze
życie.
Mówiąc o zawodowych medialnych kłamcach, mówimy o sprawach z
samego dna zdrady.
11.06.2015