Miły panie Tescomanie
Miły panie Tescomanie, odpowiadam na pański komentarz nieco żartobliwie – ale nie z braku szacunku, a z poczucia humoru i z sympatią, żeby nie było żem mruk i że tylko miotam tony surowe, oskarżycielskie – czy co tam.
A
propos, mruk nilowy to niewielka ryba, ma proporcję mózgu do reszty ciała
podobną jak człowiek.
Napisał pan:
z pana tekstu wynika, że wszyscy mają sowiecką mentalność niewolnika, ale co
z dziećmi, które urodziły się po 90 roku? Rozumiem, że mogę być nudny
ciągle obracając się wokół tej kwestii, ale powiem panu, że im więcej o tym
myślę/piszę – tym wyraźniej to rozpoznaję i jestem tym wstrząśnięty, chwilami
nieomal porażony.
Nie chcę
powtarzać, choć widać trzeba – żyjemy z wdrukowanym programem ludobójczym,
który dzieci pobierają wzrastając w tej rzeczywistości. Niech zapyta pan kogoś,
kogokolwiek, czy mówi mu coś nazwisko Leski. Kazimierz Leski. A potem, czy mówi
mu coś: kapitan Kloss. Widzi pan, oto my. A przecież to ma ileś poziomów głębi,
eksperyment z pytaniem o Klossa i Leskiego jest zaledwie obrazem, zaledwie
sygnałem. Polacy zostali wyzuci z całych pokładów tożsamości, charakteru,
kultury.
Reżyser
Skolimowski opowiadał, że posłał swoich synów w Anglii do dość elitarnej szkoły
z wysokim czesnym, i tam wyszydzani byli od głupich Polaków. Wie pan, gdy
usłyszałem tę opowieść bolało mnie to parę godzin. Elitarna szkoła – co
powiedzieć o świadomości potocznej.
Ale –
gdyby to było tylko czyjeś widzenie – co tam, można machnąć ręką, niestety stan
naszego kraju, naszego ludu nadwiślańskiego, jest bolesny. Spotkałem
niedawno przyjaciela, człek niegłupi i doświadczony. Polonista, były nauczyciel
ale intelektualista, mówi mi: narodu już nie ma. Wystawiają (z żoną) na
sprzedaż swoją małą własność, chcą się wyprowadzić z Gdańska gdzieś na
prowincję.
Spotykam
sąsiadkę – świetna osoba, razem z mężem niegdyś zaangażowani w „Solidarność”,
podziemny druk etc. I ta sąsiadka mówi mi, po kilku refleksjach, że najchętniej
by się stąd wyprowadziła, ale – mówi to z uśmiechem – jej mąż taki głupi, że tu
się urodził i tu chce umrzeć.
Rozmawiam
z przyjacielem, współpracownikiem, przytacza jakiegoś niemieckiego uczonego,
analizę młodego pokolenia, które jest tak zatomizowane, nastawione na walkę ze
sobą, że społeczeństwo przestaje istnieć.
Miało
być wesoło. Nie jestem pesymistą, po prostu piszę o tym, co widzę i przeżywam.
Mam takie doświadczenie z odmętów sowieckiej okupacji, z lat 60, 70 – myślę
nieraz – ach, żeby ktoś wtedy mi tłumaczył, pokazywał drogę. Prawda jest
bezcenna. Człowiek potrzebuje Ratunku – rozstawanie się ze złudzeniami może być
przeżywane jako bolesne, czy gorzkie, ale trzeba się z tego otrząsać. Człowiek
coś widzi, dostrzega – niech mówi, dzieli się z innymi, może ktoś akurat tego
bardzo potrzebuje. Tu nie chodzi o jakieś mniemanie o sobie, o pozę nauczyciela
– ciągle te pułapki. Rozmawiajmy.
25.01.2018