Brązowa skarpeta
Pan Witold Gadowski w którejś z telewizji mówił wczoraj o publicznej telewizji, opowiadał jak to po 1989 władali nią ludzie, którzy owszem mieli ładne, nowe, granatowe garnitury, ale spod ich nogawek wyglądały brązowe skarpety z sortów mundurowych, które donaszali, bo żal było wyrzucić. I do dziś, mówi pan redaktor, do dziś się to nie zmieniło, tyle, że dziś miejsce tamtych panów zajmują ich dzieci.
Można
sobie dworować, figlować, ale zaiste nie do figlów mi jest – im bardziej w
latach, im więcej odchodzi przyjaciół, im więcej bezsensownie marnowanych
talentów, tym bardziej, tym wyraźniej widzę kulturową katastrofę w jaką naród
nasz popadł i z której nawet zdaje się nie widzieć potrzeby wydostawać się, bo
nawet nie wie o tym swoim dramatycznym, żałosnym położeniu.
Lud
wdrożony, przyzwyczajony do współtrwania z ludobójstwem, utarty w sowieckim
bagnie, zaraz załaknął i wyszukał znajome chomąto – co znalazło swój wyraz
przerażający w głosowaniach na pana Kwaśniewskiego, w wybieraniu do władzy SLD.
Koszmar, niedorzeczność – do jakiego stanu zostali doprowadzeni Polacy, do
czego przywykli i bez czego jakby nie wyobrażali sobie życia. Ta telewizja, ten
stan mediów odegrał w tym ważną rolę. Bardzo ważną. To przesądzało jak
ukształtowana zostanie kultura „nowej Polski” – by ująć to w formę myślowego
skrótu w odwołaniu do sytuacji roku 1989 – nie przez Pomarańczową Alternatywę,
ale przez pana Owsiaka. Zamiast tego, co autentyczne, żywe, samorodne, twórcze,
patriotyczne – dalej wędzidło i prowadzenie. Tym razem była to przemoc
posiadaczy – w jakich przeistoczyli się zdrajcy, mordercy i pałkarze,
przepoczwarzyli się z decydentów w decydentów.
Ani chwili, ani skraweczka miejsca na Rozmowę, zakaz wstępu dla życia i
mądrości.
Jak
bardzo była to przetracona szansa, jak wielki zmarnowany potencjał, jak bardzo
ciąży do dzisiaj, to mało kto wie, mało kto w ogóle zdaje sobie z tego sprawę.
Odpowiedź nie jest prosta, czy raczej: nie jest łatwa. Bo też i niestety Polacy
– mając na myśli sekwencję historii od drugiej wojny światowej – po
dziesiątkach lat poddania dwóm dogmatykom, okazali się niezdolni do Rozmowy,
zablokowani w rozpoznawaniu prawdy. Jedna dogmatyka – ludobójczej ideologii,
druga Kościoła Rzymskiego/syndromu oblężonej twierdzy. Jakże łatwo Polacy stali
się łupem dogmatyki kolejnej – całkowicie bezrefleksyjnie przyjęli dogmat
ewolucjonistycznej definicji wolnego rynku – świętego egoizmu. Zrobili
tak – jak mówią: wierząc w Boga. To wstrząsające – a do dzisiaj nie ma o tym
dogłębnej rozumnej rozmowy.
Czytałem
wywiad z panią Olgą Krzyżanowską, córką Aleksandra
Krzyżanowskiego – Wilka, komendanta Okręgu Wileńskiego ZWZ-AK.
Wywiad świeżo opublikowany przez Portal Miasta Gdańska. Pani Olga była
wicemarszałkiem Sejmu kontraktowego i Sejmu II kadencji. Prowadząca wywiad
dziennikarka zapytała o ocenę ówczesnych standardów parlamentarnych.
–
Jeśli mówimy o standardach, to chcę przypomnieć
sytuację, która miała miejsce podczas prowadzonych przeze mnie obrad sejmowych.
Przemawiał Bronisław Geremek, przewodniczący OKP. Wdał się w jakąś polemikę z
siedzącym na sali obrad posłem Cimoszewiczem. Powiedziałam do Bronisława
Geremka, wówczas przecież szefa mojego klubu: „Proszę przerwać tę dyskusję!”.
Odpowiedział tylko: „Bardzo przepraszam” i zakończył wystąpienie.
Jakie to smutne, nawet osoba o takim doświadczeniu, wychowaniu, o
takich rodzinnych tradycjach nie rozpoznaje, że brała udział w taniej komedii?
Polemika pana Geremka z panem Cimoszewiczem? Podłe widowisko dla ogłupienia
nieszczęsnych, udręczonych peerelem ludzi. Pani Krzyżanowska postawy jego
uczestników podaje nam za wzór kultury? I to dzisiaj, po 25 latach od tamtych
wydarzeń, gdy naprawdę każdy już miał czas i aż nadto przykładów, by rozpoznać
ich prawdziwą naturę?
■
Patrzę
na kulturę – i co tu się dzieje jest nieznośne. Po Sylwestrze – a właściwie po
wojnie telewizyjnej między stacjami – fanfarami zwycięstwa wybrzmiewały
programy telewizji publicznej. Mimo pewnego krytycznego wzburzenia opamiętałem
się, przecież ludowe zabawy mają swoje prawa i nie ma tu czym się zajmować. Ale
wśród laudacji usłyszałem też wypowiedź pana Romana Mańki z fundacji FIBRE,
który chwalił, że dzięki PiS na scenę wszedł nowy gatunek – disco polo.
Nie wiem, jak można myśleć patriotycznie i uważać taką sytuację za sukces.
Przypominam, że pan Kwaśniewski używał przed laty disco polo, by pozyskać głosy
wyborców. Skutecznie. Zatem zdaje się, że jedną z głównych trosk osób
zarządzających instytucjami kultury powinno być takie działanie, by ludzie, by
Polacy nie stawali się w przyszłości łatwym łupem. To jest zdaje się
patriotyczne, jeśli już trzymamy się tej kategorii.
Ale
gdybyż przynajmniej, powiedzmy ten wypracowany kapitał popularności, czy
środków był pożytkowany – czy mówiąc inaczej, gdybyż ten ukłon w stronę
niskiego był powetowany mądrze prowadzonym budującym programem telewizji
publicznej – gdyby chociaż jeden jej kanał, na przykład TVP Kultura rzetelnie
realizował przemyślaną misję, może to jakoś by się broniło. Niestety TVP
Kultura jest programem nieużytecznym. Przede wszystkim nie jest miejscem
Rozmowy o najpilniejszych kwestiach – a najpierw: nie jest programem uczenia
Rozmowy. Współcześnie są po temu znakomite możliwości, można w różnych
wariantach takie rozmowy organizować, z różnymi formami uczestnictwa widzów.
Obok funkcji edukacyjnej i informacyjnej, obok wydobywania wiedzy o polskiej
kulturze (przedstawiania zjawisk, postaci etc.) – powinna być TVP Kultura
organizatorem wielkich dysput, na przykład o Uniwersytecie, o przyczynach
nieszczęść spadających na Polaków od ponad 300 lat, o tym czemu jesteśmy wciąż
na krawędzi i wciąż zmuszani walczyć o podstawy, o upadku Cywilizacji, o
kwestiach: rewolucja LGBT – a wolność słowa. O poezji: skoro polskość
przetrwała w literaturze, w poezji, to co to dla nas znaczy, czym jest. O
teorii ewolucji i jej konsekwencjach, o tym, co nadciąga, jak spoi się, czym
będzie system, który staje się (w ogóle) i co w związku z tym robić... Można
jeszcze długo, tematów, pilnych, najpilniejszych jest wiele, wystarczy się
rozejrzeć, ale dlaczego zatem nie są podnoszone? Być może komuś na tym zależy,
ale czemu nie zależy na nich ludziom? Polakom? Wielki sen, niepokojący,
zdumiewający. Wielki sen w huku fajerwerków.
Jest
też coś, co mnie zdumiewa, patologia wtórnika, coś, co nie wiem, czy
można spotkać gdziekolwiek indziej. To jest jakaś cecha narodowego charakteru,
jakieś genetyczne schorzenie – deptać to, co swoje, pomiatać, ścierać to z
powierzchni ziemi, ale łasić się do tego, co obce, zaciągać, przyoblekać. Druga
Japonia, druga Irlandia, małe Niemcy, Budapeszt w Warszawie, druga Szwajcaria –
nieopanowane mnóstwo tego – ciągle jakiś brak kształtu, wtórnik.
Miasto
Gdańsk organizuje konkurs Europejski Poeta Wolności, odbyło się już pięć
edycji, co dwa lata. Nominowani są twórcy europejscy, zwycięzca otrzymuje 100
000 złotych, tłumacz 20 000. Ale, co jest chyba rzeczą nieznaną, Gdańsk jest
swoistym zagłębiem poetyckim, ilu tutaj żyło i tworzyło, ilu żyje poetów – to
chyba trudno zliczyć. Proszę mi powiedzieć – dlaczego miasto Gdańsk nie
ufundowało opracowania antologii gdańskich poetów? Czy encyklopedii? Dlaczego
nie wydało jej w wersjach po niemiecku, po angielsku? No bo jeśli miasto Gdańsk
chce przyznawać poetycką nagrodę o skali europejskiej to radzi byśmy wiedzieć,
jakie ma Gdańsk kompetencje, czy ma tytuł do tego, prawda? Czy Gdańsk ma jakiś
kształt – kim jest fundujący i wręczający nagrodę?
Ale
nie może tak być, bo tutaj, u nas, w Polsce nie ma kultury Rozmowy. Przecież
Gdańsk nie ma nawet swojego pisma artystycznego – i nie może mieć. Nie może
mieć bo miałoby ono dobrą kolczatkę i byłoby trzymane krótko, więc 1) nie
byłoby pismem artystycznym, 2) w ogóle nie byłoby pismem – byłoby narzędziem
załatwiania spraw, narzędziem propagandy, jak jest nim na przykład oficjalny
portal miasta Gdańska, na który zresztą miasto łoży 3,5 miliona złotych
rocznie. Za taką sumę można byłoby wydawać i pismo artystyczne i tygodnik
miejski, i prowadzić portal i kto wie co jeszcze – jak widać nie jest to
kwestia pieniędzy. A więc w Gdańsku pismo artystyczne jest niemożliwe! A to
dopiero. I takie miasto przyznaje swoją nagrodę poetycką: Europejskiego Poety
Wolności! Ale tupet.
Patrząc
nieco inaczej, skoro prowadzący miasto nie umieją poradzić sobie z tutejszym
kapitałem poetyckim – na poziomie elementarnym, jeśli nie umieją tego zjawiska
ogarnąć, nie umieją zorganizować nawet jego podstawowego uporządkowania – jak
mogą aspirować do wyznaczania standardów w tej dziedzinie w skali kontynentu?
Dzieci z przedszkola muzycznego nie posyła się na konkurs Chopinowski, to jest
niedorzeczność. Ale zatem takie działanie prowadzących miasto wskazuje, że
chodzi o coś innego, bo nie wyrasta ono z przekonania o wadze poezji, o jej
znaczeniu w kulturze – a szczególnie polskiej, skoro Polska lata zaborów
przetrwała w poezji, w literaturze. Przecież w naszym kraju poetów chowa się z
królami. Mówi się o duchowym królestwie, pod postacią którego Polska trwała pod
nieobecność państwa. Te kwestie zatem powinny być w ogóle w centrum refleksji
Polaków, a że cały czas sytuacja kraju i narodu jest, mówiąc kolokwialnie,
niewesoła, to przecież powinno tu wrzeć. I przecież tak na logikę – właśnie
szczególnie w Gdańsku, który tak dużą rolę odegrał we współczesnej historii
walki o niepodległość. Ale prowadzący miasto w ogóle nie są tym zainteresowani,
choć nie można wykluczyć, że w ogóle nie mają pojęcia o co w tym wszystkim
chodzi, co to jest za sprawa i w czym w ogóle jest problem. Zdaje się, że chcą
miastu nadawać międzynarodowy polor i status – ale jak można nadawać status i
polor czemuś, co się unieobecnia. Ile wysiłków i środków wkładane w tworzenie
wydmuszki-pisanki.
Ale
– odrzućmy już ubolewanie nad tym, co stało się z Gdańskiem, z przesławnym
miastem, które samo anihiluje swoje skarby i swoją legendę – a zastanówmy się
jak to jest możliwe, że Polacy na tego rodzaju rzeczy się godzą, że nie tylko
wytrzymują to, ale jakby im to pasuje po prostu. Spod nogawek garniturowych
spodni muszą być widoczne skarpety o określonym kolorze, takim czy innym.
Każdy, kto obejmuje władzę ma postępować właśnie tak – wszystko, co ma we
władzy ma dawać swoim i trzymać krótko. Lud ma do tego zrozumienie – z lekcji
dogmatyki? Gdzie jest Rozmowa? Przecież prawda jest – pardon – w interesie nas
wszystkich.
https://europejskipoetawolnosci.pl/wp-content/uploads/2015/10/URM_2017_7_1092.pdf
Opublikowane 14.01.2018