ODZYSKIWANIE ROZUMU. CZĘŚĆ PIERWSZA. ROZDZIAŁ 1. PLESZKI.

"Etykę – funkcjonującą u wszystkich zwierząt społecznych (np. małp) – można wyprowadzić na gruncie psychologii ewolucyjnej z matematycznej teorii gier".

                                                                                                           

                                                                        Karol Jałochowski, Znikąd donikąd.

 

Przygotowując tę książkę, mieszkałem w wynajętej w Stoczni Gdańskiej pracowni. I tam, pewnego lata, obserwowałem parę pleszek. Pleszka to taki mały, afrykański ptaszek, podobny do pliszki. Ubarwienie samiczki jest stonowane, a samczyka prześliczne „po afrykańsku”. Przylatują tu, by wychować młode. Zadziwiające, prawda? Przylatywać z Afryki, by w ruinach po Stoczni Gdańskiej budować gniazdko, składać jajka i wykarmić młode...

 

Para, którą obserwowałem, zagnieździła się w budynku, w którym miałem pracownię. Zagnieździły się w wylocie wentylacji, dość nisko nad ziemią, niewiele więcej niż metr. Żywiły się owadami, których wypatrywały z niewielkiego drzewa rosnącego nieopodal gniazda – co było dla mnie przyczynkiem do różnych refleksji, ale widok prześlicznie skomponowanego ubarwienia tych ptaków, ich delikatność i żywość sprawiały mi niesłychaną radość.

 

Trwało to jakiś czas, pleszki karmiły młode. Pewnego dnia siedziałem w pracowni przy biurku, nad papierami, zagłębiony w myślach i zaczęło coś do mnie docierać, przebijać się do mnie coś niepokojącego. Zacząłem myśleć – o co chodzi? Było ciepło, słonecznie, miałem otwarte okno i drzwi na korytarz, niedaleko od wejścia do budynku. Słyszałem krzyki ptaków. I ten krzyk ptaków – właśnie ten krzyk, był inny niż zwykle. Rozpaczliwy. Wołanie o pomoc.

 

Wstałem od biurka, wyszedłem przed budynek, rozglądałem się – i już po chwili wiedziałem, co się dzieje. Młode pleszki wyleciały z gniazda – co wyśledziły sroki i zleciały się, by je zadziobać i pożreć. Pleszki – rodzice z oddalenia podnosiły ten straszny krzyk pełen żałości i bezsiły. Zacząłem klaskać w dłonie i rzucać kamykami – nie aby trafić sroki, ale by je przepłoszyć. Jedno młode już było zadziobane, ale zdaje się, że jedno przeżyło. Nie widziałem dokładnie, bo działo się to na wysokich metalowych konstrukcjach podtrzymujących rurociągi. Smutek był wielki. Żałość.

 

Ale czemu o tym opowiadam? Bo jestem pewien, że ten krzyk pleszek – rodziców, ten krzyk tych niewielkich ptaszków, był pełen bólu, nikt nie powie mi, że nie było w tym krzyku uczuć, strasznej krzywdy doznawanej w bezsilności. Skargi, wołania o pomoc!

 

A przyglądając się drugiej stronie – srokom, jakże one skrzykują się, zmawiają, komunikują ze sobą – by podjąć wspólne działanie. Trzeba być bardzo usztywnionym i zamkniętym, by nie uznać, że: rozmawiają.

 

Jeśli jesteś pewny, że rozmowa węża z Ewą w Eden to blaga, bajeczka, co najwyżej mit – zachęcam: przyglądaj się życiu.

 

Ale, zapewne nie usłyszysz tego, gdy w uszach masz słuchawki. A nie mówię tylko o zatkaniu uszu czy o zagłuszającym dźwięku, ale o tym czym wypełniasz swój umysł.

 

 

     ■

 

Sprowadzanie rozważań o stworzeniu do tego, co mierzalne, co obliczalne... Co aktualnie mieści się w zakresie, w pojemności naszych badawczych narzędzi.  A skoro nauczono się oszacowywać inteligencję – chętnie do niej sprowadza się opis stworzeń, ich zachowań i ich przeżyć. To jest język, którym się o tym mówi. O stworzeniu. A stworzenie jest dziełem Miłości – czuje, przeżywa, jest wrażliwe. Jest p o d d a n e   c z c z o ś c i   i – cierpi i wzdycha. Nie da się opisać świata, odrzucając to – jako bajeczkę, mit czy oszukańczy wymysł. Taki opis jest po prostu nieprawdą. To nie jest nauka. Istnieją sprawy ducha, rzeczywistość duchowa. Istnieją, to nie wymysł, nie baśń.

 

 

     ■

 

Mógłbym opowiedzieć wiele historii o życiu psów i kotów. Wiele najróżniejszych przygód. Wiele przykładów na ich całkowicie pokojowe współżycie. Na przykład jak pies przerywa jedzenie i pozwala się najeść kotu ze swojej miski. Jak pies broni "swojego" kota przed innymi psami. I tak dalej. Wiele tu zależy od człowieka, od tego jaki jest, jak prowadzi te zwierzęta. Czy będzie wyszczuwał psa na koty, czy będzie obojętny na to, że pies koty atakuje, czy też nauczy go, by tego nie robił.

 

Nie żyjemy w Eden, o nie. Ale to nie oznacza, że Eden jest sentymentalnym, marzycielskim mitem. Proroctwa Izajasza nie są marzeniem czy metaforą.